Loading...
Mama

NIE JESTEM KURĄ DOMOWĄ. SPRAWDŹ, CZY TY TEŻ!

Siedzisz w Internecie, ale większość z przeglądanych przez Ciebie stron dotyczy porad domowych? Nadchodzi wieczór, a Ty zdajesz sobie sprawę, że nic dzisiaj nie robiłaś poza wykonywaniem obowiązków w  domu? Patrzysz na drugi dzień w lustro, i widzisz, że coś z Tobą nie tak? Uważaj, bo możesz stać się kurą domową.
Określenie “kura domowa” ma dla mnie negatywny wydźwięk. Wg wielu słowników oznacza ono osobę rezygnującą z ambicji zawodowych na rzez zajmowania się domem. Ale ja nie nazwałabym w ten sposób każdej kobiety, która postanawia nie pracować.


Nie ma nic złego w tym, jeśli jesteś matką, chcesz poświęcić znaczną część swojego czasu dziecku, i po porodzie nie wracasz do pracy. Nie ma nic złego, o ile to jest tylko “część” Twojego czasu. Kocham swoje dziecko, ale nigdy nie poświęciłabym mu bezgranicznie całego dnia. Brzmi trochę okrutnie. Nie mam wyrzutów sumienia w momencie, gdy oddam dziecko w dobre ręce taty, babci, znajomej. Idę spać niespokojnie, kiedy na koniec dnia okazuje się, że sobie poświęciłam zbyt mało czasu oddając go innym.


Nie ma nic złego w tym, jeśli lubisz gotować, wymyślasz ciągle nowe egzotyczne dania. Nie ma nic złego, o ile nie stoisz cały dzień przy garach. Bo wszystko musi być zrobione idealnie i na czas. Bo musisz nasycić brzuszek męża milionem smaków, a kubki smakowe dziecka przyzwyczajać do różnorodności. Nie mam wyrzutów sumienia, kiedy nie naszykuję mężowi kolacji, tylko dam gotowe nabyte w sklepie danie. Nie odczuwam cierpienia, kiedy przez dwa dni jem tą samą zupę. Moje dziecko nie jest smutne, kiedy zdarzy mi się dać mu obiadek ze słoiczka. Cieszę się, że tak sobie zorganizowałam czas, że po posiłku mogę odpocząć i zebrać własne myśli, zamiast zacząć przygotowywać kolejne danie.


Nie ma nic złego w tym, że lubisz sprzątać, prasować. Nie ma nic złego, o ile nie jesteś nazbyt pedantyczna. Bo, gdy kończy się sobota, wszystko musi lśnić, co tydzień odsuwasz meble i wycierasz pod nimi kurz, codziennie myjesz podłogę. Bo wszystko musi być wyprasowane, nawet majtki i skarpetki. Nie stwierdzę stuprocentowo, że nie lubię sprzątać. Kieruję się maksymą “jeśli coś musisz zrobić, a tego nie lubisz, znajdź sposób, żeby sprawiało Ci to przyjemność”. Ale nie czynię sprzątania celem mojego życia. Jeśli nie umyję codziennie podłogi, dziecko zaznajomi się z bakteriami.Generalne porządki zostawiam na większe święta. Na szczęście bałagan mogę uzasadnić przed znajomymi posiadaniem dziecka, mam wymówkę ;).


Jak w takim razie sprawdzić, czy jesteś kurą domową? Jeśli masz dziecko, oddaj je komuś pod opiekę na jeden dzień, nie sprzątaj, nie gotuj, w ogóle nie zajmuj się domem. Jeśli zacznie Ci doskwierać nadmiar wolnego czasu, uważaj! Jesteś kurą domową, albo zaczynasz nią być. Podejmij jak najszybciej działania zmierzające ku odzyskaniu statusu normalnej kobiety. Bo jak będziesz zwlekać, może się okazać, że będzie za późno. Łatwiej jest znaleźć zainteresowania pogłębiające Twój rozwój osobisty w młodym wieku niż mając 60. na karku. Także, im wcześniej zadbasz o wygląd fizyczny, tym lepiej. Nie obudzisz się nagle z bruzdami w twarzy.


UWAGA! Powyższe nie dotyczy 3-miesięcznego okresu po porodzie, kiedy kobieta zaczyna przystosowywać się do nowego życia, czyli łączenia na nowo obowiązków domowych z życiowymi przyjemnościami.


A co ja robię jak nie zajmuję się domem? Pracuję na pełen etat. Dojeżdżam do pracy, co zajmuje mi około 2,5 h., biegam, ćwiczę, czytam, oglądam, prowadzę tego bloga, dbam o siebie (fizycznie i psychicznie), itd. Nie narzekam ani na nadmiar wolnego czasu, ani jego brak. Od dawna znana jest prawda, że tym lepiej się organizujesz, im masz więcej zajęć. Mój dom nie jest zapuszczony, a dziecko zaniedbane. Nie opłaca się być kurą domową.
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *