Loading...
MamaPorady

MIARA SUKCESÓW I PORAŻEK W MACIERZYŃSTWIE

Nie rozpamiętuję złych chwil. Nie karmię swojej podświadomości zdaniami typu: “nie udało mi się”. Nie robię z siebie nieudolnej osoby. Jakżebym śmiała wmawiać sobie negatywne cechy!

Kiedy kończy się jakiś etap, nadchodzi czas podsumowań. Myślę wtedy przede wszystkim o sukcesach. A jeśli coś poszło kiedyś gorzej, przekuwam to na sytuację, która też wniosła w moje życie coś dobrego, bo pozwoliła wyciągnąć wnioski na przyszłość. Już drugi raz nie popełnię tego samego błędu.
Mój syn kończy niedługo dwa lata. Zobaczcie, jak podsumowuję ten wspaniały okres.

SUKCESY:
1) Miałam niespodziewany poród przez cesarskie cięcie. Kobiety, które myślą, że w ten sposób unikną bólu, są w błędzie. No dobrze, w trakcie samego wydawania na świat dziecka – może tak, ale kolejne kilka dni, kiedy ciężko się ruszyć, a musisz, nie należą do przyjemności. Przychodzą wtedy do głowy słowa jedynie z kanonu polskich brzydkich stwierdzeń. Ale przetrwałam. Udało się!
2) Karmiłam piersią przez około pół roku. Znosiłam dzielnie katorżnicze przywiązanie do domu. Gdy się z niego ruszyłam, zaraz miałam telefon od męża: “chyba chce jeść”. I wracałam. Lubię aktywność i zmiany. Monotonia przekazywania dziecku pokarmu była jak przenoszenie gór. Udało się!
3) Schudłam. Zrzuciłam 17 kg. Mam teraz nawet bardziej umięśnione ciało niż przed ciążą. Regularnie mobilizuję się do wysiłku fizycznego. Na czwarte piętro z kilkunastoma kilogramami na rękach wchodzę bez zadyszki, w przeciwieństwie do osób, które ją mają dźwigając tylko własną masę. Doprowadziłam ciało i ogólną kondycję do całkiem niezłej formy. Udało się!
4) Opanowałam przedmioty. Posługiwanie się butelkami, smoczkami, podgrzewaczami, laktatorem już nie jest dla mnie wyzwaniem. Umiem przewijać. Mam rozeznanie, które kaszki, obiadki ze słoiczków są najlepsze. Poza tym sama gotuję dobrze. Intuicyjnie wyczuwam jak włączyć jakąś nieznaną mi zabawkę. Kwestie techniczne opanowałam do perfekcji. Udało się!
5) Karol mówi z pełnym oddaniem słowo “mama”. Zwłaszcza, jak czegoś potrzebuje, jak się obudzi rano, jak się przebudzi w nocy, jak go coś zaboli, jak tata postąpi nie po jego myśli. Jestem jego oazą spokoju. Na tej podstawie nie trudno stwierdzić, że kojarzy też znaczenie słów. Jak czegoś nie chce – mówi “nie nie nie”, jak coś mu smakuje – mówi “mniam mniam”, na koparkę mówi “kopa”, na autobus co prawda mówi “fukika”, ale generalnie mogę uznać, że nauka mowy idzie po mojej myśli. Udało się!
6) Oddaje pustą butelkę i robi “pa pa”. W ciągu kilku minut wpada w pierwszą fazę snu, po ciemku, przy zamkniętych drzwiach. Tak zasypia mój syn. Nie muszę z nim siedzieć, nosić go, śpiewać. Wykorzystywałam przeróżne sposoby, żeby mieć wieczór dla siebie, i w końcu znalazłam skuteczny. Udało się!
7) Zupki je właściwie sam łyżeczką, przy posiłkach stałych pomaga sobie dłońmi. Prawie nie muszę przy nim stać, nie muszę mówić “za tatę”, “za mamę”. Nie wybrzydza. Skutecznie zachęciłam Karola do samodzielnego spożywania posiłków. Udało się!
8) Z pełną świadomością mogę nazwać się menedżerem rodziny. Działa ona jak dobrze zorganizowana komórka społeczna (pod moją kontrolą). Czasami muszę wstać o 5:00, żeby wyrobić się z obowiązkami, ale robię to. Udało się!


I jest jeszcze wiele wiele innych małych zwycięstw. Nie mogłabym tu nie wspomnieć o roli meża, mam i opiekunki. Mam od nich codziennie duże wsparcie.

PORAŻKI:

Brak!
“Każdą porażkę obracam w sukces”, Sokół feat. Pono
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *