Loading...
BIEGANIEDzieckoMamaOpinieWydarzenia

BIEG MAŁEGO FABRYKANTA – PROMOCJA SPORTU U DZIECKA.

Biega jak pędząca gwiazda. Mnie jak błyskawica. Potrafi szybko ruszać nogami. Tak Karolek określa sam siebie. I z tego też powodu postanowiłam, że to bieganie będzie pierwszym sportem, w którym spróbuje swoich sił. Nie piłka nożna, jak można by się było spodziewać patrząc na aktywność ruchową taty. Póki co moje dziecko bramki traktuje jak namioty.

Nie trenowaliśmy wcześniej razem, zapisaliśmy się na Bieg Fabrykanta dla frajdy. I tak 26.08.2017 pojechaliśmy do Łodzi na rodzinną wycieczkę.

Gdyby ktoś popatrzył na Karolka pół godziny przed biegiem, mógłby pomyśleć, że on naprawdę się rozgrzewa! Z przypiętym numerkiem do piersi robił podbiegi na trawniku pod górkę. Ja jednak wiem, że on tak ma. Codziennie!

Później przyszedł czas na grupową rozgrzewkę dzieci.

W tym momencie już zaczęłam się wzruszać, bo w domu jak włączam Chodakowską, ściemnia, że nie umie ćwiczyć, i ucieka. A tu starał się robić wszystko razem z dziećmi. Tak podkreślał swoją przynależność do grupy.

Nie ukrywałam zaskoczenia, gdy bez problemu zrozumiał, że ma przed sobą próbę biegu bez pomocy rodziców. I dumnie spacerował bez mamy i taty na linię startu. Wykazywał się samodzielnością.

Po dojściu na linię startu poczułam lekkie przerażenie. Dotarło do mnie, że dystans 200 m dla takiego dziecka do jednak dużo.

Karolek w tym czasie postanowił poobserwować rywali, współzawodnictwo w biegu gra istotną rolę.

Ze stoickim spokojem i uwagą czekał na start. Zauważyłam to dopiero na zdjęciu. Gdyż w tamtym właśnie momencie zaczęłam się stresować bardziej niż Karol i próbowałam do niego kilkakrotnie krzyczeć, co ma robić.

I tak wszystkie dzieci cierpliwie czekały na start, a rodzice musieli trzymać się chodnika, chociaż marzyli o tym, by z niego zejść, i jeszcze raz wytłumaczyć dziecku, że ma biec przed siebie, a nie do nich.

Jak się później okazało, nikt nie zboczył z trasy.

A ja się tak zamyśliłam, że musiałam biec później za Karolkiem sprintem, żeby nagrać z nim jakikolwiek film. Co więcej, jak już go dogoniłam, przyszedł czas na intensywny doping, bo w 2/3 dystansu okazało się, że nóżki nie dają rady. Tata dzielnie złapał za rękę, i synek nie wymiękł, natomiast mama z nadmiaru emocji jak najbardziej tak.

Wbiegania na metę nie udało mi się zarejestrować, bo z tych emocji pobiegłam nie tą stroną, co trzeba.

Ale zdjęcie z medalem jest!

Później przyszedł czas na rozgrzewkę dla dorosłych.

Karolek próbował wybić mi z głowy bieg. Przekonałam się o tym jak z płaczem oderwał mi numer startowy.

I może miał rację. To nie był mój dzień. Kobieca niedyspozycja robi swoje. Zresztą sami zobaczcie jak się męczyłam.

Mimo wszystko wiem jedno! Wspólne udziały w imprezach sportowych wzmacniają więzi rodzinne, nawet jak tata tylko kibicuje. A w dziecku wyrabiają umiejętność społecznej integracji. Kształtują charakter. To dobra okazja, by wytłumaczyć małej istocie, że mimo braku 1. miejsca, wygrał sam ze sobą. Nie muszę chyba wspominać o tym, że dla zdrowia lepiej biegać niż siedzieć przed telewizorem, i oglądać bajki.

Jedynie organizatorowi zasugerowałabym stworzenie na przyszłość chociaż jednego konkretnego i zajmującego czas miejsca zabawy dla dzieci. Bieg Karolka skończył się na 3 godziny przed finiszem mojego. Tyle czasu musiał czekać na powrót do domu. Tata miał nie lada wyzwanie, żeby go czymś zająć. Jedyną rozrywką dla takich maluszków było chyba tylko zjedzenie loda, co trwa chwilę. A to przeważnie rodzice, którzy sami później startują, zabierają na zawody swoje dzieci, czego ja jestem przykładem. Zwykły dmuchany zamek na przykład rozwiązałby ten problem.

Niemniej jednak cieszę się, że biegi dla dzieci się odbywają, i Bieg Małego Fabrykanta jest jak najbardziej na plus dla promocji zdrowia i sportu u maluchów.

Nie przegapcie mojego vloga z tego wydarzenia!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *