Loading...
DzieckoPorady

[ODPIELUCHOWANIE] 3 RZECZY, KTÓRE POMOGŁY MI W NAUCE DZIECKA CZYSTOŚCI.

Kiedy kupa mojego dziecka wylądowała w wodzie, w której własnie słodko się kąpało, postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby jak najszybciej nauczyć go czystości.

Nie byłam zwolennikiem sadzania Karolka na nocnik, odkąd tylko zaczął utrzymywać odpowiednią do tego postawę. Przeczytałam sporo książek i wydawało mi się to bez sensu, skoro i tak jego zwieracze odbytu miały się wykształcić nieco później. Gdy skończył około 1,5 roku, sprawdziłam, czy aby tak się nie stało. No nie! Siedział na nocniku bez celu. I tak, idąc dalej za poradami, które wydawały mi się mądre, dawałam mu czas robiąc przerwy mniej więcej miesięczne, aby następnie skontrolować, czy coś się nie zmieniło. Tydzień za tygodniem zmienianie pampersów stawało się coraz bardziej uciążliwe. Nie chodzi o samą czynność, lecz o zapach, który jej towarzyszył. Śmiertelnie poważnie wymyślałam różne argumenty dotyczące zazwyczaj mojego zapracowania, żeby tym razem mąż odwalił brudną robotę. On robił to samo. I tak nadeszła wspomniana na początku wieczorna kąpiel. Miarka się przebrała. Wtedy dokonałam zakupu rzeczy pierwszej, czyli książeczki Alony Frankel “Nocnik nad nocnikami”, której głównym bohaterem jest Bolek.

Posiadówki Karolka stawały się coraz mniej bezzesnsowne. Sam kazał sobie czytać o Bolku, kiedy zachęcałam go do używania nocnika. Zaczął wyglądać, jakby coś rozumiał. Najpierw wziął sobie do serca pierwszą część zacnej literatury, i podobnie jak Bolek zrobił podczas hasania w ciepłe dnie bez pampersa kupkę w domu nie tam gdzie trzeba, np. na dywan. Po przebojach z kąpielą, nie było to już aż tak bardzo poruszające, aczkolwiek nadal odbierało cierpliwość. (Jeśli jeszcze nie macie dziecka, nie myślcie, że jak będziecie je mieć, nauczycie się cierpliwości, wręcz przeciwnie – będziecie doskonale wiedzieć, jak to jest jej nie mieć. I ta wiedza będzie proporcjonalnie rosnąć z wiekiem dziecka).

Później, podobnie jak Bolek, zrozumiał swoje błędy, i bardzo szybko załatwianie się na nocnik nie stanowiło już żadnego problemu. Jako nagrodę traktował możliwość opróżnienia samodzielnie nocnika (Bolek też tak robi). Odstawiłam książeczką na bok, i wtedy Karol najwidoczniej wziął sobie do serca, że trzeba przecież mieć bohatera, którego się naśladuje. Tym razem stał się nim tata. Karol idąc jego śladem, wolał załatwiać się na sedes, i z nocnikiem pożegnaliśmy się bardzo szybko.

Książeczka jest bardzo przejrzysta, bez zbędnego tła zakłócającego przekaz treści. Podoba mi się to, że pokazuje cały proces, czyli przejście z pieluszek do sikania na nocnik, uwzględniając także potknięcia, które w międzyczasie mogą się zdarzyć. Nie kupujcie pierwszej lepszej pozycji o sikaniu czy kupce w księgarni. Ja polecam konkretnie tą o Bolku. Mam też inną, która w ogóle nie zainteresowała Karolka  (pewnie ze względu na wiele szczegółowych obrazków i zbyt długą treść jak na małe dziecko, które potrzebuje jasnych komunikatów), leży bezużyteczna na półce.

Później znaczenie zaczęła mieć rzecz nr 2.

Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale nie musiałam tłumaczyć Karolkowi jak używać pisuaru. Po prostu stanął przy nim i się wysikał. A obracający się wiatraczek wzbudził odpowiednie zainteresowanie. Były później takie momenty, że wolał sikać siedząc na sedesie (myślę, że za dużo napatrzył się na dziewczynki zachowujące się w ten sposób w przedszkolu). Ale teraz już ewidentnie wykorzystuje go tylko do kupki, a siku zawsze ląduje w żabce. Nie mieliśmy, dzięki temu takiego okresu przejściowego, w którym musielibyśmy tłumaczyć Karolkowi, że chłopczyki sikają na stojąco. Nauczył się tego prawie od razu bardzo instynktownie. Brak żabki w innym miejscu nie stanowi też absolutnie żadnego problemu.

A trzecia rzecz to coś co chyba każdy ma w gospodarstwie domowym, czyli szczotka do zamiatania, a raczej jej kij.

Szczotka stoi cały czas przy drzwiach do ubikacji. Jeśli Karolkowi chce się siku, to używa jej do zapalenia sobie światła. Tym samym chodzi już załatwiać się sam bez pomocy rodziców.

Jak widzicie, pewne rzeczy mogą być świetną pomocą w nauce czystości. Tylko trzeba je wybierać mądrze. Nie kupujcie rzeczy niezgodnych z przeznaczeniem. Np. nocnik w kształcie auta dziecko pewnie potraktuje jak coś do jeżdżenia, nie do sikania. Czy sikaliście kiedyś na grający sedes? Pewnie nie. A nawet, gdybyście mieli taką okazję, jakie to wzbudziłoby w was uczucie?

Podzielcie się w komentarzach swoją wiedzą. Może są jakieś gadżety, które wam pomogły?

 

One comment
  1. Daniel

    …własciwie to czytajac zdobywam wiedze – czyli najprosciej =najskuteczniej.
    Tez sie kiedys zastanawialem jak daleko posuna sie producenci w wymyslaniu coraz to dziwnych “design-ow” nocnikow…i bohater -dzieci od malego obserwuja i wbrew pozorom nie sa takie “glupiutkie” czesto potrafia nasladowac moze nieporadnie i nie zwracamy na to uwagi i duzo zalezy od rodzicow jak i w jaki sposob przekazuja “wiedze” tak malemu czlowieczkowi…ktory chlonie jak gabka wszystko co zaobserwuje w kolo????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *